W miesiąc po święceniach kapłańskich
Ojcu Pio przydarzyło się coś niezwykłego. Znajdował się w ogrodzie,
modlił się i medytował w cieniu wiązu, kiedy ukazali się mu Jezus i
Maryja. Poczuł nagle silne pieczenie na dłoniach rąk i zobaczył
na nich Chrystusowe rany. Pobiegł do proboszcza Pannullo i powiedział:
"Wujku Tore, błagam, prośmy Chrystusa, by uwolnił mnie od tych
znaków. Pragnę cierpieć, umrzeć z cierpienia, ale żeby to było w
ukryciu". Znaki zniknęły.
Zjawisko powtórzyło się za rok. Ojciec Pio tak opisał swoje
cierpienia: "W środku obu dłoni pojawiły się czerwone plamy o
wielkości centymetra. Towarzyszył temu silny i przenikliwy ból,
dotkliwszy w lewej ręce. Ból odczuwam także pod stopami". "Od
czwartku aż do soboty, a także we wtorek przeżyłem ogromne boleści.
Serce, dłonie, stopy - jakby przeszyte szpadą - tak straszliwego doznaję
bólu". Ojciec Pio prosił Pana Boga w modlitwie, aby znaki zniknęły.
I tak się stało. Pozostały jednak niewidzialne. |
20 września 1918 r. Ojciec Pio ponownie po ośmiu latach otrzymuje widzialne
znaki Chrystusowych ran - stygmaty. Tak je sam opisuje: "Siedziałem
na chórze po odprawieniu Mszy św., kiedy owładnęła mną jakaś ociężałość,
podobna do snu. Wszystkie moje wewnętrzne i zewnętrzne zmysły, a także
dusza pogrążyły się w nieopisanym ukojeniu. Kiedy trwałem w takim
stanie, zobaczyłem obok tajemniczą postać, podobną do tej, którą
widziałem już 5 sierpnia, z tą różnicą, że ta miała ręce, nogi i
bok ociekające krwią. Widok ten przeraził mnie. Doznałem uczuć, których
nigdy nie zdołam opisać. Poczułem, że umieram i umarłbym, gdyby Pan
nie podtrzymał tłukącego się w piersiach serca. Kiedy tajemnicza postać
znikła, spostrzegłem, że moje dłonie, stopy i bok przebity ociekają
krwią. Proszę sobie wyobrazić mękę, jakiej wówczas doznałem i doznaję
nieustannie każdego dnia. Rana serca krwawi obficie, zwłaszcza od
wieczora w piątek do soboty rano".
|