PRAWDZIWA
OFIARA
"Świat mógłby istnieć bez słońca, lecz nie mógłby istnieć
bez Mszy św." - powiedział kiedyś Ojciec Pio.
"Gdy jestem z Jezusem utajonym w Najświętszym Sakramencie, bardzo
mocno bije moje serce. Czasem wydaje mi się, że moje serce wyskoczy mi z
piersi. Będąc przy ołtarzu, odczuwam niekiedy, że ogarnia mnie ogień
i wprost nie potrafię tego opisać. I wydaje mi się, że z determinacją
idę do tego ognia".
Codzienna Eucharystia sprawowana przez 58 lat była sensem jego życia.
Wstawał w środku nocy, aby się do niej przygotować. Po jej zakończeniu
długi czas spędzał na modlitwie dziękczynnej. Nie było w kościele człowieka,
który patrzyłby obojętnie na to, co działo się przy ołtarzu. Wielu
kapłanów wyznało, że dopiero w San Giovanni Rotondo zrozumieli, czym
jest Najświętsza Ofiara. |
Msza święta sprawowana przez ojca Pio trwała zazwyczaj ponad dwie
godziny. Ludzie w napięciu śledzili każdy gest kapłana nie
odczuwając upływającego czasu. Kapłan poruszał się powoli, jakby
przygniatał go niewidzialny ciężar. Widać było, że cierpi. To nie było
zwykłe sprawowanie obrzędu, lecz prawdziwa Ofiara. Wszyscy, którzy w
niej uczestniczyli mieli wrażenie, jakby naprawdę szli na Golgotę i
stali u stóp krzyża. Na czole Ojca Pio pojawiały się kropelki potu, z
oczu płynęły łzy. Najtrudniejszy był moment Przeistoczenia. Zdarzało
się, że przejmująca ciszę przerywał nagły szloch lub głośne
wyznanie odzyskanej wiary. Widok przebitych dłoni unoszących Hostię
wzruszał wszystkich. Kto choć raz uczestniczył we Mszy św. odprawianej
przez Ojca Pio, nigdy tego nie zapomni.
Ostatnią Mszę św. Ojciec Pio odprawił w przeddzień śmierci, 22 września
1968 roku.
|